romantyzm jednoosobowy: ja, dobra kolacja, wino…
taki urok niedzielny… gotowy aby go uzupełnić, rozwinąć, spowodować że będzie kompletny… taki jak powinien być…
proste… prawda…. banalne… ale dlaczego nieosiągalne…
Się zmieniło… końcówka w dacie, wcześniej ten śmieszny okres pseudo rodzinnych i wybaczających atrakcji…
Muszę przyznać, że dawno nie było tak źle..
Nastał nowy rok, znów wszyscy liczą na lepsze, że się poprawi, robią postanowienia, plany i inne nic nie warte rzeczy… po co sie tak oszukiwać… daje to Wam coś… Czy tylko po to aby za kolejne 365 dni zobaczyć, albo i nie, że to nic nie dało… ale cóż..
Do zanotowania, przemyslenia i przeanalizowania: najgłupsze i najbardziej dołujące w podróżowaniu samemu, bez drugiej połówki jest to: że nie ma kto rozpakować tortilli z maca… albo zafoliowanej kanapki.. potrzymania coli, jak trzeba szybko pomachać kierownicą, albo odebrać dwa telefony na raz…
Dlaczego Cie nie ma…

